FIA

Sezon na półmetku:
Martin Prokop

Szybkie linki

Dzisiaj skupiamy się na prywatnym kierowcy WRC, Martinie Prokopie i podsumowujemy pierwszą połowę sezonu w jego wykonaniu.

Póki co kierowca Forda Fiesty RS radzi sobie w kratkę i na półmetku tegorocznej rywalizacji zajmuje dziewiąte miejsce w klasyfikacji generalnej – pięć punktów za Elfynem Evansem z fabrycznej ekipy Forda. Sympatyczny Czech jest też jednak najwyżej sklasyfikowanym zawodnikiem prywatnym, choć nie jest to niespodzianka, bowiem startował w większej ilości rajdów niż jego rywale.

Pełen wzlotów i upadków sezon rozpoczął się dla Prokopa od pechowego Rajdu Monte Carlo, z którego musiał się on wycofać już po pierwszym odcinku specjalnym z powodu uszkodzonego alternatora

Przed drugą rundą Czech wprowadził dość drastyczne zmiany, rozstając się z Michalem Ernstem, który był jego pilotem od Rajdu Katalonii w 2012 roku i ponownie łącząc siły z Janem Tomankiem. Dla Prokopa była to już trzecia zmiana pilota od kiedy w 2012 roku zastąpił Tomanka Zdenkiem Hruzą. To była jego zdaniem długa podróż, która zakończyła się powrotem Tomanka.

Niestety, zmiana ta nie przyniosła oczekiwanych rezultatów, a Prokop już pierwszego dnia Rajdu Szwecji wbił się swoją Fiestą w śnieżną bandę, a następnie zrobił to samo w niedzielę i musiał wycofać się z rywalizacji.

Po dwóch nieukończonych rajdach Prokop odzyskał pewność siebie w Meksyku, finiszując tam na szóstej pozycji mimo potężnego uślizgu, który jego Fiesta, zwana Fioną, prawie zakończyła na dachu. W Portugalii pojechał następnie bezbłędnie, na samym finiszu odbierając szóste miejsce Thierry'emu Neuville'owi.

Dwa lata temu w Argentynie Prokop wywalczył swój najlepszy wynik w karierze, czwarte miejsce, ale tym razem nie miał tyle szczęścia, finiszując poza pierwszą piątką i za plecami innych kierowców Forda, Elfyna Evansa oraz Roberta Kubicy. Miał też sporo problemów. W sobotę rano uderzył tylnym kołem o mostek i uszkodził dyferencjał. W niedzielę narzekał na amortyzatory, a następnie stracił tylny stabilizator. Zespół przyznał, że tym razem zawiódł zarówno samochód, jak i załoga.

Czech odbił to sobie na Sardynii, gdzie jego daleka pozycja w tabeli dała mu korzystne miejsce na trasie i przewagę pierwszego dnia. Wykorzystał ją w pełni, zaliczając jeden z najlepszych weekendów w aucie WRC w swojej karierze. Kontuzja pleców i problemy z prowadzeniem samochodu utrudniły później jego start w Polsce, gdzie wywalczył jednak mimo wszystko jeden punkt za dziesiąte miejsce.

Dwa lata temu w Argentynie Prokop wywalczył swój najlepszy wynik w karierze, czwarte miejsce, ale tym razem nie miał tyle szczęścia, finiszując poza pierwszą piątką i za plecami innych kierowców Forda, Elfyna Evansa oraz Roberta Kubicy. Miał też sporo problemów. W sobotę rano uderzył tylnym kołem o mostek i uszkodził dyferencjał. W niedzielę narzekał na amortyzatory, a następnie stracił tylny stabilizator. Zespół przyznał, że tym razem zawiódł zarówno samochód, jak i załoga.

Czech odbił to sobie na Sardynii, gdzie jego daleka pozycja w tabeli dała mu korzystne miejsce na trasie i przewagę pierwszego dnia. Wykorzystał ją w pełni, zaliczając jeden z najlepszych weekendów w aucie WRC w swojej karierze. Kontuzja pleców i problemy z prowadzeniem samochodu utrudniły później jego start w Polsce, gdzie wywalczył jednak mimo wszystko jeden punkt za dziesiąte miejsce.

Najlepszy moment:
Na Sardynii Czech zaliczył bez wątpienia swój najlepszy start za kierownicą auta WRC. Co prawda pierwszego dnia skorzystał na pozycji na drodze, ale i tak pokazał imponującą szybkość, po pierwszych pięciu odcinkach zajmując wysokie, trzecie miejsce. Później zmieniła się kolejność na trasie, a Prokop nieco stracił, ale i tak dojechał do mety na solidnym, szóstym miejscu.

Najgorszy moment:
W Monte Carlo nie mogło już być gorzej. Po długich, przedsezonowych przygotowaniach, z pierwszej rundy już po pierwszym odcinku specjalnym Prokopa wyeliminowała drobna awaria elektryki.

More News

Martin Prokop - galeria